4631) Miasto nocą. "W tyle zostały wąskie ulice zabudowane gęstymi kamienicami na których, na każdej z osobna, nie sposób nie zauważyć piętna czasu, wpływu minionych dekad. Zatęchłe podwórka studnie i czarne przejazdy bramowe w których czaji się zło tego miasta - doliniarze, narkomani i ekshibicjoniści oraz kobiety, które dla marnego papierowego pieniądza gotowe są sprzedać swoje wątpliwe wdzięki..."



4632) Miasto dumne jak paw. W tym mieście nie chodzisz ze spuszczoną głową. Nawet gdy Twoją kieszeń dławią liczne kredyty Ty unosisz podbródek i sygnalizujesz wszystkim wokół, rozsiewając pewne spojrzenie - jest OK, nie dla mnie troski i i zmartwienia...



4633) 159. "Panie szofer zlituj się Pan, za trzy minuty zaczyna się mecz, a Pan jedziesz jak w kondukcie pogrzebowym Marszałka. Wyciśnij Pan więcej z tej konserwy - ludziom przyniesiesz Pan ulgę - klima to w tym wozie to chyba wysiadła jeszcze za czasów Prezydenta Lecha... Wałęsy rzecz jasna..."



4634) Panteon. "Chmury pospiesznie kryły się za bogato zdobionymi attykami ministerialnych gmachów ponad którymi górowała ona - najpotężniejsza z wielkich. Wieża zdobiona bogato sterczącymi lizenami, które drapią błękit nieba kreśląc na nim dzieje tego miasta, kraju i Narodu, który w podzięce za akt konstytucyjny wystawił ten gmach w pamiętnym roku 1944 r..."



4635) Sielce. Nie masz odwagi, aby po zachodzie słońca skierować się nawet pospiesznym krokiem w mrok ciemnych ulic. Być może byłby to Twój ostatni spacer w pełnym uzębieniu i oprzerażonymi oczami skrytymi za szkłem okularów. Zło nie wybiera - kryje się wszędzi i w najmniej spodziewanym momencie wyjdzie z ukrycia by zaznaczyć swą obecność w atmosferze miasta...



4636) Odbite promienie. Tysiące kamienic, z których tynk już dawno odszedł w zapomnienie, a szyby zapomniały o przejrzystości, skąpane w promieniach zimowego słońca, które o tej porze roku nie jest w stanie dotrzeć do ulicznego bruku. Nad tym wszystkim inny, wyższy i lepszy świat - tu ogromne przeszklone elewacje lśnią czystością kamienia i szkła. Popijasz kawę, poprawiasz kołnierzyk i z poghardą patrzysz na setki kominów z których ku niebu ulatuje brudny jak smoła dym z tysięcy ciemnych i wilgotnych izb mieszkalnych...



4637) Rwetes. Wszechobecny zapach czosnku i cebuli, tkwiący i przenikający w przestrzeń przy przepychaniu się co chwilę między ludźmi w chałatach. Bose dziecko przebiegające przed dzwoniącym w uszach sygnałem podbijanego na nierównym torowisku tramwaju i te chmury, ciężkie i przygniatające północną dzielnicę tego miasta z siłą i ambicją zdolną do zdławienia wszystkich naraz i każdego z osobna szczęscia tkwiącego głęboko na każdej z mijanych twarzy. Kropla za kroplą zaznacza zmianę...



4638) W dniach szczególnych. Przerażający świst za którym każdorazowo następuje eksplozja. Znów ktoś zginął, znów za kimś ktoś zapłacze. Być może nie zdąży oplakać, nie zdąży uronić ni łzy - śmierć spada z każdym kolejnym pociskiem. Każda kolejna krwisto czerwona dachówka czy cegła spadająca z łoskotem o bruk to kolejny ludzki niewinny żywot zabrany przedwcześnie z tego świata...



4639) Noc głucha. Kamienice tutaj niby takie same jak gdzie indziej, ulice też nie wyróżniające się ponad warszawską przeciętność. A jednak w tych murach osiadł na stałe spokój wyciągający swe ręce z każdej bramy i otwartego okna. Usiądź, nie spiesz się, zostań tutaj i oddaj się klimatowi tego miejsca.



4640) A ile. Dziesiątki wież szklanych, a każda inna. Szklany mur oddziela dzielnice południowe od północnych i zachodnie od wschodnich. Dziesiątki tysięcy ludzi mniej lub bardziej ambitnie chcąc zarobić na kromkę chleba starają się, aby i na ten chleb było co położyć...

Komentarze: